Co zrobić żeby zwycięstwo opozycji nie zamieniło się w porażkę demokracji?

Chyba najwięksi optymiści w tej chwili nie dają opozycji wielkich szans na zwycięstwo w wyborach. Z drugiej strony do głosowania jest jeszcze sporo czasu, a jak widzieliśmy wielokrotnie nie trzeba czekać na opozycję, bo ta władza najlepiej podkłada sobie nogę sama. Choć trudno liczyć wyłącznie na błędy rządzących, szczególnie obserwując brak lidera po opozycyjnej stronie, jednak część wyborców liczy nadal na cud. Czy się ziści nie wiemy. Bez względu na to czy nadziei jest na to więcej czy mniej od strony czysto teoretycznej warto przeanalizować scenariusz gdy władza przegrywa. Załóżmy zatem, że opozycji udało się zjednoczyć, a potem udało się jeszcze wygrać. Co dalej? Nieuniknione jest to, że ujawni się wpływ dwóch silnie oddziałujących czynników.

Pierwszy to cykle koniunkturalne obserwowalne nie tylko przez ekonomistów, ale często zauważalne nawet z perspektywy budżetu domowego. Patrząc na gospodarkę światową, wygląda na to, że nieuchronnie zbliża się kolejny okres spowolnienia. Spowolnienie po okresie rozbuchanych wydatków może być dla Polski bardzo trudne i bolesne. Wysoce prawdopodobne jest, że kryzys może pojawić się niedługo po wyborach.

Drugi element, to niespójność programowa, światopoglądowa itd, która ujawni się już od pierwszych dni po wygranych wyborach. Przecież jedynym łączącym opozycję spoiwem jest niechęć do PiS. Jeśli tylko uda się pokonać obecną władzę, odżyją osobiste ambicje liderów poszczególnych formacji, wiatr w żagle złapią liczne postulaty, które będą zmierzały w zupełnie przeciwnych kierunkach. Trudno będzie o jakiekolwiek porozumienie, a chaos w tej sytuacji jest raczej nieunikniony.

Jeżeli spełni się ten czarny scenariusz, te dwa czynniki raczej doprowadzą do katastrofy większej niż można by się spodziewać. Z jednej strony napięcia wewnątrz koalicji. Z drugiej strony fakt, że w trakcie obecnej świetnej koniunktury gospodarczej, przejadamy jej owoce i jeszcze się zapożyczamy. Gdy przyjdzie trudniejszy okres, a jest to nieuniknione, nie tylko nie będzie zapasów, ale trzeba będzie spłacać zaciągnięte dzisiaj zobowiązania. Słaba koalicja, skłócona przez wewnętrzne podziały zostanie zmieniona przez gniew niezadowolenia społecznego po pierwszej fali kryzysu. Co wtedy się stanie? Obawiam się najbardziej, że to nie PiS będzie beneficjentem. Obawiam się, że to nie oni wrócą do władzy. Obawiam się, że Państwo, które nie ma już mechanizmów obronnych zostanie całkowite przejęte przez formację jeszcze bardziej zdeprawowaną. Właśnie oni będą gotowi w populiźmie posunąć się jeszcze dalej niż PiS. Obiecają jeszcze więcej, ale też jeszcze więcej będą wstanie zniszczyć po objęciu władzy. Czy zatem nie ma dobrego scenariusza?

Jest, choć jest trudny.

Zjednoczona koalicja opozycyjna wobec PiS powinna jasno przedstawić jeden program:

  1. Chcemy odsunąć od władzy PiS.
  2. Naprawić państwo
    1. Przywrócenie niezależności Trybunału Konstytucyjnego
    2. Przywrócenie niezależności KRS
    3. Przywrócenie niezależnej prokuratury
    4. Telewizja publiczna np. na zasadach BBC.
    5. Postawienie przed trybunałem stanu osób odpowiedzialnych za łamanie konstytucji
    6. Zabezpieczenie systemu przed próbą niekonstytucyjnych działań w przyszłości.
  3. Pozwolić Sądom ocenić dotychczasową władzę (Postawienie przed trybunałem stanu osób odpowiedzialnych za łamanie konstytucji).
  4. Ogłosić nowe wybory.

Dzięki takiemu postawieniu sprawy, koalicja będzie miała jasno określony i jednoczący cel. Jest nim doprowadzenie do kolejnych wyborów, które będą demokratyczne w pełnym tego słowa znaczeniu. Dopiero w trakcie tych kolejnych wyborów, obecni opozycjoniści będą mogli pokazać jak „pięknie się różnią”.

Ten scenariusz wydaje mi się najsensowniejszy. Czy komuś jeszcze?