Karta ŚKUP

Po wielkim sukcesie Muzeum Śląskiego, udanym Centrum Kongresowym, znakomitej siedzibie NOSPR wydawało się, że zaczynamy żyć w świecie cywilizowanym. W świecie, w którym ludzie odpowiadający za projekty docierające do tysięcy czy setek tysięcy ludzi, starają się aby projekty te były przemyślane i sensowne. Tak się wydawało. Elektroniczna karta funkcjonująca w wielu krajach na różne sposoby, miała być też czymś rewolucyjnym dla Śląska. Czy jest?

W Londynie Oyster Card posłuży w autobusie czy w metrze. Na dodatek nie wymaga od użytkownika myślenia. Wchodząc do autobusu dotykam czytnika i to wszystko. W przypadku pierwszych przejazdów autobusem w ciągu dnia zostanie pobrana opłata, kolejne nie są już pobierane. Dlaczego? Skoro użytkownik zapłacił kwotę uprawniającą do poruszania się w ramach dnia. Nie ponosi więcej kosztów. Co musi użytkownik zrobić? Nic. System zadziała automatycznie. Można? Można.

Jak działa karta ŚKUP? Daje użytkownikowi do wyboru wiele możliwości. Nie daje tylko wygody i znaczących oszczędności. Chyba, że 10 groszy na bilecie można uznać jako znaczącą oszczędność.

Moja karta, wyczekana karta.

Kiedy po długim (system uruchomiono z wielomiesięcznym opóźnieniem) oczekiwaniu. Udało mi się zakupić wymarzoną kartę, postanowiłem pojechać do pracy. Do tej pory byłem zmuszony jechać autobusem 2 razy i kasowałem bilet za 3,20 który umożliwia poruszanie się jedną linią w ramach całej trasy z ograniczeniem do jednego miasta, lub do 15 minut z przesiadkami. Tym razem miałem kartę! Po wejściu do autobusu zbliżyłem kartę do czytnika i po pięciu przystankach zrobiłem to ponownie wysiadając. Minęło niecałe 10 minut. W tym czasie z karty zniknęło 3,40. Coś co miało być korzystne okazało się słabe. Korzystając z dotychczasowej postaci papierowej, mógłbym teraz w ramach posiadanego biletu wsiąść do innego autobusu albo tramwaju i w ramach zapłaconego biletu jechać jeszcze przez 5 minut. I miałbym 20 groszy w kieszeni.

Dzięki ŚKUP płacę 20 groszy więcej i dostaję mniej. Ale za to jak nowocześnie! Wczytując się w zawiłości oferty odkryłem tańszą opcję. Logując się do portalu można zakupić bilet terminowy. Po wejściu do autobusu trzeba go dodatkowo zdecydować jaki wybieramy bilet na dany przejaz, ta drobna dodatkowa czynność może nie jest tak uciążliwa, grzej z zakupem. Nie udało mi się znaleźć możliwości zakupu więcej niż jednego biletu. Kupując każdy kolejny bilet, musiałem wykonywać przelew, logować się do banku, odbierać kod sms, wpisywać hasło i w efekcie transferować… 3,10. Jeśli planujesz 10 przejazdów, powtarzasz 10 razy. Wszystko to, aby oszczędzić 10 groszy względem wersji papierowej. Wygodne może nie, ale jakie nowoczesne?

Nie piszę tego tylko po to aby dać upust mojej frustracji i pastwić się nad twórcami systemu. No może nie wyłącznie po to. System jest elektroniczny, zatem niewielkim kosztem, można zmienić parametry i wszystko może funkcjonować znacznie lepiej.

Karty w obecnej postaci niczego nie zmienią. Jeśli koszty są porównywalne do dotychczasowych (a nawet droższe lub użytkowanie jest bardziej uciążliwe) karty ŚKUP nie spełnią pokładanych w nich nadziei. Użytkownicy samochodów nie będą mieli żadnego bodźca do zmiany przyzwyczajeń.

A może warto coś zmienić?

Wystarczy wprowadzić do istniejących 2 nowe zasady:

  1. 30 groszy za przystanek (lub dotychczasowa oferta w przypadku dłuższych przejazdów).
  2. Naliczenie opłat równowartości biletu dziennego w jednym dniu wstrzymuje naliczanie dalszych opłat w tym dniu.

Bardzo wiele osób, jeździ samochodem z przyzwyczajenia. Pokonuje często bardzo krótkie tasy walcząc dłużej ze znalezieniem miejsca do parkowania niż spędzając w drodze na miejsce docelowe. Dojazd do banku, sklepu, czy urzędu samochodem zajmuje chwile, ale na krótkich dystansach komunikacja miejską jest droższa niż przejazd samochodem. Przejazd 5 przystanków to między 3,40 a 3,10 zależnie jaką opcję wypierzemy. A co jeśli mamy się dodatkowo przesiąść? W promieniu kilku kilometrów od centrum mieszka kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wszyscy są w sytuacji podobnej. Do centrum można najczęściej dojechać 4-5 przystanków autobusem, albo 1-2 autobusem i 1-2 tramwajem. Stosując kartę ŚKUP mogę dojechać z przesiadką do centrum za 4,40 przy wygodniejszym rozwiązaniu, albo 3,10, jeśli tramwaj i autobus zgrają się w czasie i przejazd zamie nie więcej niż 15 minut. W tej sytuacji, taniej jest jechać samochodem. Autobus staje się złem koniecznym, stosowanym tylko w ostateczności. Raczej nie o to chodziło w rewolucji elektronicznej.

A gdyby wprowadzić możliwość przejazdu 30 groszy za przystanek? Przejazd 5 przystanków za 1,50 autobusem, czy 90 groszy łącznie za jeden przystanek autobusem do tramwaju i 60 groszy za tramwaj do rynku wydaje mi się na tyle atrakcyjny, że nie tylko ja, ale kilkadziesiąt tysięcy ludzi znacznie częściej zastanowiło by się, czy warto szukać miejsca do parkowania i czy nie warto wybrać się komunikacją miejską. Przejazd autobusem czy tramwajem przestałby być koniecznością, ale naturalnym i sensownym rozwiązaniem. Jakie byłyby skutki gdyby nie kilkadziesiąt, ale choćby kilka tysięcy ludzi zdecydowało się wyjechać do centrum transportem publicznym i w ten sposób wrócić? Przy stawce, którą zaproponowałem przejazd w jedną stronę to między 90 groszy a 1,50 w jedną stronę. Licząc przeciętnie 2 złote w obie strony dla 8 tyś osób, uzyskujemy dziennie 16 tysięcy złotych. W skali miesiąca to prawie pół miliona. Jestem przekonany, że przychody byłyby znacznie większe, bo przełamanie przyzwyczajenia spowodowałoby znacznie częstsze korzystanie z tramwaju czy autobusu. Tym bardziej, jeśli z tyłu głowy, będziemy mieli bezpieczeństwo, które zapewni zasada 2. Jeśli wyjedziesz transportem publicznym i okaże się, że tego dnia wyjazdów będzie więcej będziesz jeździć za darmo… Kto nie lubi takiej myśli?

Jeśli uważasz to co powyższe za sensowne proszę o ”lubię to”, może tekst trafi do kogoś kto podejmuje decyzje.