Afera po drugiej stronie lustra

Nie zagłębiałem się mocno, ale: Słyszę przekaz dnia, który jasno sugeruje grubą aferę. Dociera do mnie komunikat: Obecna Prezydent Warszawy, z naruszeniem prawa, reprywatyzowała kamienicę mężowi i dzięki bohaterskiej komisji ma teraz oddać 15 milionów. Też tak to do Was dotarło? Powinno Was zainteresować parę szczegółów, które do mnie przypadkiem dotarły, bo akurat byłem w gości, gdzie był włączony TV z obradami komisji. 3 Sprawy:

1. Mąż Prezydent Warszawy dziedziczył (w części) kamienicę po wuju, który kupił ją gdy ten był jeszcze dzieckiem. Toczyło się to w latach czterdziestych.

2. Mąż Prezydent Warszawy nie odziedziczył całego majątku, zaledwie 1/12 część.

3. Decyzję o zwrocie nieruchomości wydali urzędnicy ówczesnego Prezydenta Warszawy, którym był Lech Kaczyński.
Czy w świetle tych faktów sprawa wygląda nico inaczej niż gdy czyta się tylko nagłówki?


HGW zwraca uwagę na ciekawy przykład działania komisji. Kamienicę dziedziczyło 12 spadkobierców, ale tak się „przypadkowo” składa, że przed komisję zaproszono tylko męża obecnej Prezydent. Dziwnym trafem też, nie było potrzeby, aby przed komisją, stanęli urzędnicy, którzy wydawali decyzje… Nie ma tu prawdopodobnie znaczenia fakt, że byli to urzędnicy Lecha Kaczyńskiego.
Czy ja czegoś nie widzę, czy jesteśmy już po drugiej stronie lustra?

Kilka słów na temat sporu „Polski” z Unią.

Spór faktycznie występuje, ale nie z Polską, ale obecnym Rządem.

To nie jest tak, jak przedstawia to władza, że zła unia nam zabrania „żyć jak chcemy w naszym kraju”. To my wiele lat temu staraliśmy się o możliwość współtworzenia Unii Europejskiej. Jako kraj chcieliśmy należeć do tego klubu, wtedy elitarnego klubu. Klubu w którym obowiązują pewne zasady. Przystępując do Unii zobowiązaliśmy się dostosować prawo i respektować reguły i wartości. Właśnie w ostentacyjny sposób łamiemy te reguły. Co naturalne ktoś „z klubu” napisał – szanowni Państwo przesadzacie! Tylko my, zamiast podziękować na upomnienie i poprawić się, idziemy w zaparte.

To nie jest tak, że Unia nas atakuje i chce nas zniszczyć czy zablokować. Powołane do tego instytucje unijne dbają tylko, żebyśmy realizowali to do czego się zobowiązaliśmy. W tym względzie nie jesteśmy, żadnym wyjątkiem. Wiele lat temu były zastrzeżenia nawet wobec Austrii. Uwagę zwracano także Orbanowi, który jest dla naszych władz takim wzorem. Różnica jest taka, że on gdy usłyszał od instytucji unijnych: „masz już dosyć nie pij więcej” zrobił krok do tyłu, zajrzał w lustro i uznał, że może coś jest na rzeczy, a przynajmniej to udawał. Tutaj nasz Rząd jest wyjątkiem. Nikt jeszcze się tak nie zachował! Kolejny raz słysząc „nie pij więcej” krzyknął: Co ja nie mogę? – i wypił do dna co jest na stole i ostentacyjnie zamówił nową kolejkę. Nie tylko łamiąc zasady klubu, ale jeszcze pokazując brak szacunku dla partnerów.

To nie jest tak, że Unia nie pozwala nam pomalować sobie mieszkania tak jak chcemy. Unia jest raczej federacją wyścigową, która chce nałożyć kary na jednego z członków, za to że w swoim bolidzie zlikwidował pasy bezpieczeństwa i właśnie demontuje hamulce. Można powiedzieć, że właśnie to robimy mimo, że sami zaakceptowaliśmy regulamin wymuszający obowiązkowe pasy i kontrolę hamulców. Unia Europejska nie mówi nam, że nie możemy jeździć bez pasów, ale nie możemy tego robić na wspólnym torze. Mamy tylko przestrzegać tego na co się umawialiśmy!

Oczywiście my mamy fantazję, niech nas nawet wyrzucą! Będziemy jeździć bez pasów, bez hamulców i jeszcze się napijemy do tego – MY JESTEŚMY POLACY – kto nam zabroni? No zabronić nikt nie zabroni, tylko będziemy się bawić sami i na pewno unia nie dopłaci na nowe części do boliduRaczej długo się nie pobawimy w wolność, bo albo rozpieprzymy bolid tak jak XVIII wieku sami albo zatroszczy się o nas silniejszy kolega ze wschodu.

Czy tak musi być?

Nie! Wystarczy rozmawiać z instytucjami unijnymi. Jeżeli mieszkam w jednym bloku w którym tworzymy wspólnotą mieszkaniową, czy powinienem tą wspólnotę traktować jak wroga? Jeżeli umówiliśmy się, że po 22:00 obowiązuje cisza nocna, to może nie obrażajmy się na sąsiada, który zwraca nam uwagę, że 3 tydzień z rzędu balujemy do 3:00. Może zamiast się obrażać i krzyczeć, że u siebie będziemy robić co nam się podoba, może uszanujemy zasady na które się umówiliśmy. Jeżeli będziemy na wszystkich się obrażać i grać wyłącznie wg własnych reguł nie uda nam się przekonać sąsiadów do własnych pomysłów. Gdy wspólnota będzie podejmować decyzje np. o remontach okaże się, że nasze okna zostaną wymienione na końcu albo wcale.

Może zatem skończmy z tym wmawianiem wszystkim że są głupi, a tylko my mamy rację i dodatkowo nie musimy respektować reguł, które obowiązują wszystkich. Wystarczy zrobić, dwa kroki do tyłu, zacząć szanować partnerów, a sytuację na pewno da się naprawić.

Tramwaj na południe Katowic w przyszłości czy 5x szybszy pociąg teraz?

Coraz poważniejsze plany budowy linii tramwajowej na południe Katowic nabierają rumieńców. A może warto rozważyć kolejową alternatywę. Dlaczego budować linię tramwajową, jeśli istnieje sieć kolejowa, którą można wykorzystać już?

Pociąg z dworca w Katowicach do stacji Katowice Brynów dojeżdża w 3 minuty, ten sam dystans tramwaj pokonuje pięć razy dłużej. Czy zatem zamiast wielomiesięcznych wysiłków związanych z budową linii tramwajowej i gigantycznych nakładów nie byłoby sensownie już teraz uruchomić częste i szybkie połączenie południa Katowic w oparciu o linie kolejowe? Do dyspozycji jest stacja Brynów, Ligota, Piotrowice i Podlesie. Można rozważyć też uruchomienie istniejącej stacji Ochojec. Dzięki już gotowym szynom kolejowym w bardzo krótkim czasie można by z południa Katowic dojechać do centrum. To nie wszystko, bo jeśli tylko byłaby taka potrzeba także do stacji Załęże, Zawodzie czy Szopienice.

Uruchomienie 4 szynobusów między dworcem PKP w Katowicach, a Stacją Podlesie pozwoliłoby aby co 7 minut można było dojechać na południe 5 x szybciej niż tramwajem, który teraz na południe nie ma po czym dojechać, a koszty budowy odpowiedniej infrastruktury są gigantyczne i czasochłonne. Zakładając, że koszt pojazdów jest porównywalny to transport kolejowy jest też tańszy z tego powodu, że ze względu na 5x krótszy czas przejazdu potrzebne jest 5 x mniej pojazdów aby obsłużyć ten sam ruch.

Niewątpliwie tramwaj miałby zaletę dla osób mieszkających wzdłuż linii tramwajowej. Ale większość mieszkańców południowych dzielnic nie będzie mieszkała przy samej linii. Jeśli natomiast zostałby uruchomione częste połączenia kolejowe do stacji Ligota, Ochojec, Brynów, Piotrowice i Podlesie z tych stacji mogłyby z taką samą częstotliwością odjeżdżać autobusy kursujące po niewielkich pętlach lokalnych rozwożąc pasażerów do miejsca zamieszkania. Dzięki temu wszyscy mieszkańcy południa mogliby szybko dojechać do centrum i wrócić. Uruchomienie takich połączeń nie wymaga budowy dodatkowej infrastruktury, zatem wystarczy decyzja np. aby dodatkowe przewozy realizowały Koleje Śląskie najlepiej w oparciu o kartę ŚKUP.

Jeśli chcesz aby szybko zostały uruchomione połączenia kolejowe z południem udostępnij ten artykuł i porozmawiaj o tym ze znajomymi.

Karta ŚKUP

Po wielkim sukcesie Muzeum Śląskiego, udanym Centrum Kongresowym, znakomitej siedzibie NOSPR wydawało się, że zaczynamy żyć w świecie cywilizowanym. W świecie, w którym ludzie odpowiadający za projekty docierające do tysięcy czy setek tysięcy ludzi, starają się aby projekty te były przemyślane i sensowne. Tak się wydawało. Elektroniczna karta funkcjonująca w wielu krajach na różne sposoby, miała być też czymś rewolucyjnym dla Śląska. Czy jest?

W Londynie Oyster Card posłuży w autobusie czy w metrze. Na dodatek nie wymaga od użytkownika myślenia. Wchodząc do autobusu dotykam czytnika i to wszystko. W przypadku pierwszych przejazdów autobusem w ciągu dnia zostanie pobrana opłata, kolejne nie są już pobierane. Dlaczego? Skoro użytkownik zapłacił kwotę uprawniającą do poruszania się w ramach dnia. Nie ponosi więcej kosztów. Co musi użytkownik zrobić? Nic. System zadziała automatycznie. Można? Można.

Jak działa karta ŚKUP? Daje użytkownikowi do wyboru wiele możliwości. Nie daje tylko wygody i znaczących oszczędności. Chyba, że 10 groszy na bilecie można uznać jako znaczącą oszczędność.

Moja karta, wyczekana karta.

Kiedy po długim (system uruchomiono z wielomiesięcznym opóźnieniem) oczekiwaniu. Udało mi się zakupić wymarzoną kartę, postanowiłem pojechać do pracy. Do tej pory byłem zmuszony jechać autobusem 2 razy i kasowałem bilet za 3,20 który umożliwia poruszanie się jedną linią w ramach całej trasy z ograniczeniem do jednego miasta, lub do 15 minut z przesiadkami. Tym razem miałem kartę! Po wejściu do autobusu zbliżyłem kartę do czytnika i po pięciu przystankach zrobiłem to ponownie wysiadając. Minęło niecałe 10 minut. W tym czasie z karty zniknęło 3,40. Coś co miało być korzystne okazało się słabe. Korzystając z dotychczasowej postaci papierowej, mógłbym teraz w ramach posiadanego biletu wsiąść do innego autobusu albo tramwaju i w ramach zapłaconego biletu jechać jeszcze przez 5 minut. I miałbym 20 groszy w kieszeni.

Dzięki ŚKUP płacę 20 groszy więcej i dostaję mniej. Ale za to jak nowocześnie! Wczytując się w zawiłości oferty odkryłem tańszą opcję. Logując się do portalu można zakupić bilet terminowy. Po wejściu do autobusu trzeba go dodatkowo zdecydować jaki wybieramy bilet na dany przejaz, ta drobna dodatkowa czynność może nie jest tak uciążliwa, grzej z zakupem. Nie udało mi się znaleźć możliwości zakupu więcej niż jednego biletu. Kupując każdy kolejny bilet, musiałem wykonywać przelew, logować się do banku, odbierać kod sms, wpisywać hasło i w efekcie transferować… 3,10. Jeśli planujesz 10 przejazdów, powtarzasz 10 razy. Wszystko to, aby oszczędzić 10 groszy względem wersji papierowej. Wygodne może nie, ale jakie nowoczesne?

Nie piszę tego tylko po to aby dać upust mojej frustracji i pastwić się nad twórcami systemu. No może nie wyłącznie po to. System jest elektroniczny, zatem niewielkim kosztem, można zmienić parametry i wszystko może funkcjonować znacznie lepiej.

Karty w obecnej postaci niczego nie zmienią. Jeśli koszty są porównywalne do dotychczasowych (a nawet droższe lub użytkowanie jest bardziej uciążliwe) karty ŚKUP nie spełnią pokładanych w nich nadziei. Użytkownicy samochodów nie będą mieli żadnego bodźca do zmiany przyzwyczajeń.

A może warto coś zmienić?

Wystarczy wprowadzić do istniejących 2 nowe zasady:

  1. 30 groszy za przystanek (lub dotychczasowa oferta w przypadku dłuższych przejazdów).
  2. Naliczenie opłat równowartości biletu dziennego w jednym dniu wstrzymuje naliczanie dalszych opłat w tym dniu.

Bardzo wiele osób, jeździ samochodem z przyzwyczajenia. Pokonuje często bardzo krótkie tasy walcząc dłużej ze znalezieniem miejsca do parkowania niż spędzając w drodze na miejsce docelowe. Dojazd do banku, sklepu, czy urzędu samochodem zajmuje chwile, ale na krótkich dystansach komunikacja miejską jest droższa niż przejazd samochodem. Przejazd 5 przystanków to między 3,40 a 3,10 zależnie jaką opcję wypierzemy. A co jeśli mamy się dodatkowo przesiąść? W promieniu kilku kilometrów od centrum mieszka kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Wszyscy są w sytuacji podobnej. Do centrum można najczęściej dojechać 4-5 przystanków autobusem, albo 1-2 autobusem i 1-2 tramwajem. Stosując kartę ŚKUP mogę dojechać z przesiadką do centrum za 4,40 przy wygodniejszym rozwiązaniu, albo 3,10, jeśli tramwaj i autobus zgrają się w czasie i przejazd zamie nie więcej niż 15 minut. W tej sytuacji, taniej jest jechać samochodem. Autobus staje się złem koniecznym, stosowanym tylko w ostateczności. Raczej nie o to chodziło w rewolucji elektronicznej.

A gdyby wprowadzić możliwość przejazdu 30 groszy za przystanek? Przejazd 5 przystanków za 1,50 autobusem, czy 90 groszy łącznie za jeden przystanek autobusem do tramwaju i 60 groszy za tramwaj do rynku wydaje mi się na tyle atrakcyjny, że nie tylko ja, ale kilkadziesiąt tysięcy ludzi znacznie częściej zastanowiło by się, czy warto szukać miejsca do parkowania i czy nie warto wybrać się komunikacją miejską. Przejazd autobusem czy tramwajem przestałby być koniecznością, ale naturalnym i sensownym rozwiązaniem. Jakie byłyby skutki gdyby nie kilkadziesiąt, ale choćby kilka tysięcy ludzi zdecydowało się wyjechać do centrum transportem publicznym i w ten sposób wrócić? Przy stawce, którą zaproponowałem przejazd w jedną stronę to między 90 groszy a 1,50 w jedną stronę. Licząc przeciętnie 2 złote w obie strony dla 8 tyś osób, uzyskujemy dziennie 16 tysięcy złotych. W skali miesiąca to prawie pół miliona. Jestem przekonany, że przychody byłyby znacznie większe, bo przełamanie przyzwyczajenia spowodowałoby znacznie częstsze korzystanie z tramwaju czy autobusu. Tym bardziej, jeśli z tyłu głowy, będziemy mieli bezpieczeństwo, które zapewni zasada 2. Jeśli wyjedziesz transportem publicznym i okaże się, że tego dnia wyjazdów będzie więcej będziesz jeździć za darmo… Kto nie lubi takiej myśli?

Jeśli uważasz to co powyższe za sensowne proszę o ”lubię to”, może tekst trafi do kogoś kto podejmuje decyzje.

OKULARNICY są winni!!

Poniżej tekst znaleziony w internecie w tłumaczeniu Daniela Mazurkiewicza:

OKULARNICY są winni!!

„Tato, w szkole przerabiamy akurat Hitlera. Jak ludzie mogli być tacy głupi i go wybrać?”

„Gdyż on obiecał proste rozwiązania!”

„Co to znaczy tato?”

„Uważaj, tak to działa:
Powiedzmy, że chcesz zdobyć władzę. Jako pierwsze potrzebujesz do tego elektorat. Muszą mieć powód, by na ciebie głosować. Najprostszym sposobem jest nastraszenie ich czymś.”

„Jak to działa tato?”

„Musisz im dać wroga, którego znienawidzą i którego się będą bać. Powiedzmy, że będą to OKULARNICY.”

„Dlaczego OKULARNICY?”

„Wiedziałeś, że 65% wszystkich przestępstw popełniają okularnicy? I policja nic przeciwko temu nie robi. Wręcz przeciwnie, wspiera ich!”

„To szaleństwo! Co można przeciwko temu zrobić tato?”

„I już dałeś się nabrać. Nie wątpiłeś w to, że moje liczby mogą się nie zgadzać. Pomimo, że właśnie je wymyśliłem.”

„Ojej – jak można to sprawdzić?”

„Wówczas, w czasach Hitlera było to ciężkie. Dzisiaj trzeba tylko trochę pogooglować. Albo trochę pomyśleć. Całkiem źli są natomiast okularnicy pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Ostatnio jeden z nich zamordował małą dziewczynkę. On musiał przejść tylko terapię, a rodziców dziewczynki zamknięto, bo jej nie upilnowali!”

„To znów nieprawda, czyż nie, tato?”

„Nie, to na pewno prawda. Spójrz na facebook-a, wszędzie to udostępniają. Chyba nie wierzysz, że tysiące ludzi by to udostępniało, gdyby było to zmyślone?”

„Ooooo. I co przeciwko temu zrobimy tato?”

„Dalej udostępniać, demonstrować, wychodzić na ulicę. Tych okularników trzeba zamknąć, żebyśmy znów byli bezpieczni!”

„Można to u nas zrobić?”

„Co jest ważniejsze? Ochrona praw tych przestępców, czy żeby cały Naród był chroniony przed nimi? Tam gdzie się hebluje, lecą wióry”

„Naród, tak?”

„Żeby tego dokonać, musimy zmienić trochę prawo. Policja musi dostać większą władzę, wtedy znów będziemy bezpieczni. Potrzebujemy silnej ręki, która ochroni nas i naszą wolność. Rozumiesz?”

„To brzmi logicznie.”

„Widzisz? Tak to działa. Najpierw znaleźć kozła ofiarnego. Ta grupa nie powinna być za mała, ale też nie za duża. Wtedy wyszukuje się przestępstwa, które popełnia ta grupa. W każdej grupie znajdą się jacyś przestępcy. Jeżeli nie uda się żadnych przestępstw znaleźć, wymyśla się je po prostu i tak długo je powtarza, aż wszyscy w nie uwierzą. Wtedy następuje „złość narodu”. Później wygrywa się wybory i można zmieniać prawo. W pewnym momencie osiąga się punkt, gdzie prawo ciebie już nie chroni, lecz uciska, ale ty tego nie dostrzegłeś. To nazywa się rządami autorytarnymi. Spójrz jak działało to w Niemczech wśród nazistów, jak w ZSRR, jak w Chinach itp.”

„A jak można temu zapobiec?”

„Myśleć synu. Nie obawiać się, nie wierzyć we wszystko. Dopytywać i sprawdzać. I poprostu w trakcie nagonki nie uczestniczyć. Wtedy nagle OKULARNICY nie będą stanowić zagrożenia.”

„Tato, a dlaczego nie założyłeś okularów?”

Zamknięci przez zasadę niesprzeczności – dlatego się nie rozumiemy?

 

Przez nowo poznaną osobę zostałem zapytany co sądzę o zmianach w naszym kraju. Gdy odpowiedziałem, natychmiast usłyszałem: Bo jesteś zmanipulowany!

Jak to możliwe? Pomyślałem. Drogi rozmówco: Nie znasz mnie, nie wiesz kim jestem, co przeżyłem, czego się nauczyłem, nie wiesz co czytam i kogo słucham, ale już wiesz, że jestem zmanipulowany? -Tak, bo nie widzisz, że mamy rację!

Tu docieramy do sedna problemu. Rację politykowi można przyznać dopiero z perspektywy historycznej, a i tutaj historycy rzadko są zgodni.

Czy w polityce nie jest tak, że jesteśmy jak grupa ludzi, którzy zgubili się w lesie i mamy różne pomysły, w którą stronę iść, ale nikt nie ma absolutnej gwarancji, że jego intuicja jest prawdziwa? Wiem na pewno tylko jedną rzecz. Nikt nie wie ze 100% pewnością jakie rozwiązania w danym społeczeństwie sprawdzą się najlepiej. Tak samo jak nikt nie wie jaka pogoda będzie w przyszłym roku. Wszyscy możemy odwoływać się do swoich przekonań, ale nikt z nas nie ma dostępu do prawdy. Rozmowę zaangażowanego liberała, konserwatysty i socjalisty można porównać do rozmowy hinduisty, muzułmanina i chrześcijanina. Dowolną ilość czasu mogą się przekonywać, który Bóg czy Bogowie istnieją bardziej niż inni.

W takiej pozycji nie ma możliwości porozumienia. Tym bardziej, jeśli przyzwyczajeni do logiki Arystotelesa, będziemy nawykiem niewłaściwie stosować zasadę niesprzeczności, która mówi w uproszczeniu, że z dwóch zdań sprzecznych tylko jedno może być prawdziwe.

Wszyscy chyba zgodzą się, że samochód nie może być jednocześnie bardzo szybki i bardzo ekonomiczny. Jednak w określonych sytuacjach potrzebne jest bardziej jedno albo drugie. Jeśli kupujesz samochód i jest dla Ciebie ważne, aby był szybki i zwrotny, to czy masz prawo powiedzieć komuś kto kupuje samochód wygodny i elegancki, że nie ma racji? Czy ten ktoś jest zmanipulowany? Ktoś woli samochód ekonomiczny i tani, ktoś inny duży i pojemny. Wszystkie te wybory są dobre dla ludzi, którzy je dokonują. Mimo, że w pewnym sensie są sprzeczne wszyscy Ci ludzie mają rację.

W polityce jest dokładnie tak samo. Każdy z nas ma jakąś wizje Państwa, jedni chcieli by, aby było wygodne, inni aby było tanie. Jest jeden problem. To Państwo jest jedno dla nas wszystkich. Musimy wspólnie podjąć decyzję dotyczącą: silnika, koloru, tapicerki, zawieszenia itd.. Musimy też zrobić to tak, aby znaleźć trudny balans między tym co szybkie i ekonomiczne, zwrotne i wygodne, bezawaryjne i tanie. Musimy znaleźć kompromis między sprzecznymi potrzebami. Do tego trzeba porozumienia. By tak się stało musimy najpierw zrozumieć, że Ci drudzy nie są idiotami, dlatego że wolą inny kolor, czy rodzaj skrzyni biegów, ale porostu zależy im na czymś innym.

A wszyscy mamy rację!

Świadectwo uczestnika demonstracji

Drodzy zwolennicy Rządu!

Jako jeden z wielu uczestników marszu „Obywatele dla demokracji” 12 grudnia 2015 i manifestacji KOD w miastach Polski 19 grudnia 2015 chciałbym sprostować medialne doniesienia dotyczące uczestników. Wypowiadam się w swoim imieniu, a także wielu osób, z którymi rozmawiałem:

  1. Na demonstracji nie pojawiłem się po to, aby obalać demokratycznie wybraną władzę, lecz by prosić tę władzę o respektowanie konstytucji zatwierdzonej przez obywateli w referendum.
  2. Nie sprzeciwiam się wprowadzaniu zmian w kraju. Zgadzam się, że zmiany są potrzebne. Nawet jeśli nie pochwalam np. zwiększania deficytu budżetowego, uważam że demokratycznie wybrany Rząd ma prawo go zwiększać, o ile chce tego większość Polaków. Sprzeciwiam się tylko łamaniu prawa – demokratyczny Rząd nie ma bowiem mandatu do działania wbrew konstytucji.
  3. Manifestując pod Trybunałem Konstytucyjnym, wyrażałem swój sprzeciw także wobec działań Sejmu poprzedniej kadencji, który wybierając nadmiarowych sędziów, także postąpił niezgodnie z konstytucją.
  4. Za wyjazd musiałem zapłacić z własnych pieniędzy, nikt mi niczego nie proponował.
  5. Nikt mnie do wyjazdu nie zachęcał, zdecydowałem się sam. W trakcie wyjazdu spotkałem też osoby, których nie widziałem od szkolnych lat, które podobnie jak ja uznały, że chcą domagać się od władzy działania zgodnie z konstytucją.
  6. Nie jestem i nie byłem działaczem ani zwolennikiem żadnej z partii opozycyjnych.
  7. Nie uważam, że Polska już przestała być krajem demokratycznym, a to że możemy demonstrować, jest najlepszym dowodem.
  8. Nie odmawiam Rządzącym najlepszych intencji, ale obawiam się, że marginalizowanie ważnego elementu, jakim jest wg konstytucji Trybunał Konstytucyjny, może w przyszłości doprowadzić do odejścia od demokracji, gdy władzę przejmie ktoś nieodpowiedzialny. Jak pokazuje historia, tak właśnie działo się już w innych krajach. Dlatego ważne jest, aby władza i obywatele wspólnie troszczyli się o porządek konstytucyjny.
  9. Nie jestem złodziejem, komunistą ani chuliganem. Uważam, że pokojowa demonstracja jest ważnym narzędziem demokracji i tak powinno pozostać. Przykro mi jeśli, ktoś poczuł się urażony pewnymi radykalnymi hasłami, które w trakcie manifestacji się pojawiły – ten element, choć został zauważony i mocno wyeksponowany, był tylko marginesem tego co jest najważniejsze. Za ten margines chciałbym przeprosić i podkreślić: Wyszliśmy na ulicę w trosce o wspólną Polskę, w której powinno być miejsce dla wszystkich.

W tym miejscu chciałby prosić uczestników demonstracji, aby potwierdzili przez kliknięcie Lubię to! wyrazili swoje poparcie dla wszystkich ww punktów lub wypisali w komentarzu, z którymi punktami się zgadzają.

Z życzeniami Wspólnego Nowego Roku

Uczestnik marszu „Obywatele dla demokracji” 12 grudnia 2015 i manifestacji KOD w miastach Polski 19 grudnia 2015

List otwarty do Jarosława Kaczyńskiego i Zwolenników PiS.

Szanowny Panie Prezesie
Szanowni Zwolennicy partii PiS

Jestem jednym z kilkudziesięciu tysięcy uczestników manifestacji „Obywatele w obronie demokracji”, którą Komitet Obrony Demokracji zorganizował 12.12.2015. Chciałbym wyjaśnić niezwykle ważną sprawę, która utrudnia nam porozumienie. W trakcie swojego wystąpienia Pan Prezes powiedział, że po wygraniu wyborów odmawia się PiS mandatu do sprawowania władzy. Jestem przekonany, że to stwierdzenie ma źródło w nieporozumieniu, które może niepotrzebnie dzielić Polaków, a łatwo je wyjaśnić.

Nie odmawiamy władzy prawa do rządzenia. Ja i tysiące osób szanujemy legalnie wybrane władze, nawet jeśli uważamy, że wizja proponowanych zmian nie jest nam bliska. Kilkadziesiąt tysięcy osób wyszło na ulice, nie po to aby odmówić Rządowi ulepszania naszego kraju. Wyszliśmy na ulicę z innego powodu. Choć mamy zupełnie różne poglądy polityczne i przekonania, łączy nas tylko i aż jedna sprawa. Jest nią przekonanie, że demokracja i państwo prawa są gwarantem wolności wszystkich obywateli.

Jestem przekonany, że nie wypowiadam się wyłącznie we własnym imieniu.

Chcemy by legalnie wybrana władza rządziła skutecznie. Chcemy by wprowadzała proponowane przez siebie zmiany. Mandat społeczny zgodnie z konstytucją daje większości wielkie możliwości. Dokument ten określa jakie uprawnienia ma władza wykonawcza- Rząd, a jakie ustawodawcza – Sejm i w jaki sposób Władza Sądownicza uczestniczy w weryfikowaniu zgodności prawa z ustawą zasadniczą- konstytucją. Mandat społeczny zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej umożliwia większości tworzenie prawa, a nawet zmianę zapisów konstytucji. Wystarczy w tym zakresie zgromadzić odpowiednią większość. Zgromadzona w wyborach większość pozwala tworzyć prawo, ale nie pozwala jednak na jego łamanie. Naród potwierdził swoją wolę w tym zakresie głosując za konstytucją w referendum. Ta konstytucja właśnie między innymi stanowi, że ustanowione przez Sejm prawo podlega ocenie sędziów Trybunału Konstytucyjnego i ich wyroki są ostateczne. Rząd ma zatem prawo z woli narodu zmieniać prawo, ale musi to robić w zgodnie z procedurami państwa prawa i konstytucją. Zgodnie z wyrokiem niezawisłego sądu w ostatnich dniach prawa te są łamane i to jest właśnie powodem naszego sprzeciwu.

Podsumowując, ja oraz inni uczestnicy demonstracji, nie odbieramy Rządowi prawa do rządzenia. Nie zgadzamy się jednak na działania niezgodne z konstytucją. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego są powołani do sprawdzania tworzonego prawa w zgodności z konstytucją i tak powinno pozostać. Kwestionowanie wyroków Sądu przez władzę wykonawczą lub ustawodawczą jest łamaniem konstytucji, na co nie wyrażamy zgody.

Posłużę się przykładem. Nawet jeśli jesteśmy pewni, że zwiększanie zadłużenia kraju jest krokiem w złą stronę, uważamy że demokratycznie wybrana władza ma prawo do takiego działania. Jednocześnie rządzący nie mogą działać niezgodnie z prawem, a szczególnie z konstytucją, którą obywatele osobiście zatwierdzili w referendum.

Z życzeniami jednej wspólnej Polski

Uczestnik demonstracji „Obywatele w obronie demokracji”

Sądny dzień!

Słuchałem dzisiaj radia. W momencie kiedy na naszych oczach wywracany jest trójpodział władzy i ład konstytucyjny, życie toczy się jak co dzień. Redaktor prowadzący rozmowę publicystów rozpoczyna dyskusję na temat poboczny, a to że na naszych oczach zmienia się historia wydaje się niemieć znaczenia.

Przyzwyczailiśmy się już do życia w wolnym kraju. W systemie nieidealnym, ale dającym poczucie bezpieczeństwa. Właśnie to poczucie bezpieczeństwa najwyraźniej powoduje, że jesteśmy uśpieni, nawet znudzeni, a przez to bezbronni. Trochę jak ptaki Dodo, które nie mając naturalnych wrogów, żyły spokojnie, a gdy przyszło zagrożenie, wyginęły.

22 grudnia 2015 roku posłowie przegłosowali ustawę, która niszczy porządek konstytucyjny kraju. Większość parlamentarna postanowiła przekroczyć swoje uprawnienia. Wielu obywateli zapyta, jak to możliwe, skoro są legalnie wybraną władzą i mają prawo zmieniać kraj. Prawdą jest, że posłowie wybrani przez naród mają prawo zmieniać kraj, jednak mogą to robić tylko w ramach określonych przez konstytucję, którą obywatele zatwierdzili w referendum. Posłowie mają prawo wprowadzać zmiany w konstytucji, jednak zmiany takie mogą być wprowadzane tylko większością 2/3 głosów. Takiej przewagi w parlamencie obecna władza nie ma, a mimo to postanowiła uchwalić prawo będące w sprzeczności z konstytucją i zmieniające porządek konstytucyjny. Każdy kierowca wjeżdżając na skrzyżowanie wie, że gdy działa sygnalizacja świetlna, to odpowiedni sygnalizator decyduje o kolejności przejazdu, a nie znaki drogowe, a jeśli ruchem kieruje policjant to jego polecenia są nadrzędne i ważniejsze niż znaki drogowe i sygnalizacja świetlna. Konstytucja w państwie jest właśnie policjantem, prawem nadrzędnym. Wszystkie ustawy uchwalane przez posłów muszą być zgodne z konstytucja. Aby zagwarantować zgodność stanowionego prawa z konstytucją, powołuje ona Trybunał Konstytucyjny jako sąd, który ostatecznie rozstrzyga o zgodności. Postanowienia trybunału są ostateczne. Dodatkowo aby zapewnić bezpieczeństwo konstytucji, określa ona, że sędziowie nie mogą być zależni od Sejmu. Posłowie wystąpili przeciw tej zasadzie nie mając większości 2/3 uprawniającej do zmiany konstytucji uchwalili prawo, które w analogi drogowej odpowiada sytuacji gdy drogowcy nie mogąc zmienić przepisu o nadrzędnej roli policjanta na skrzyżowaniu przygotowali znak drogowy uniemożliwiający policjantowi egzekwowanie wobec nich przepisów i stosując go przejeżdżali obok policjanta nie zważając na jego zalecenia. Jak to zrobili posłowie? Wprowadzili ustawę, która zmienia sposób działania Trybunału Konstytucyjnego, w taki sposób, że ocena zgodności z konstytucją uchwalanych obecnie ustaw odbędzie się najwcześniej za kilka lat.

Ta pozornie niewielka zmiana może mieć bardzo poważne następstwa. To jak zlikwidowanie hamulca bezpieczeństwa w pociągu, bezpieczników w instalacji elektrycznej czy usunięcie piorunochronu na dachu. W pierwszej chwili po usunięciu tych zabezpieczeń nic złego się nie dzieje, ale gdy tylko pojawi się burza, czy zwarcie instalacji elektrycznej dochodzi do tragedii.

Nawet jeśli obecna władza ma najlepsze intencje, działania takie są niedopuszczalne. Co jeśli w kolejnych wyborach władze przejmie ktoś kto nie będzie miał czystych intencji? Jak pokazuje historia, były już kraje w których podobna zmiana doprowadziła do przemiany kraju demokratycznego w totalitarny. Tylko wtedy naprawić sytuację jest już bardzo trudno.

Dlaczego kilkadziesiąt tysięcy ludzi wyszło na ulice?

Tysiące ludzi w Polsce obecnie niepokoi się tym, że obecny lub kolejny Rząd może spowodować zmiany, które mogą pozwolić na odejście od demokratycznego państwa prawa. O tym, że jest to możliwe, łatwo się przekonać obserwując sytuację w sąsiadujących z nami np. wschodzie krajach, gdzie demokracja jest tylko fasadowa, a swobody obywatelskie są ograniczane.

Szanuję demokratyczny wybrany Rząd i w żaden sposób nie podważam jego prawa do rządzenia, bez względu na to czy się z nim zgadzam czy nie. Demokracja polega na tym, że władze sprawują ludzie, którzy w demokratycznych wyborach zostali wybrani i mają do tego mandat. Mogą w granicach określonych konstytucją i z poszanowaniem praw mniejszości modyfikować rzeczywistość. Mandat społeczny do sprawowania władzy nie daje natomiast żadnemu Rządowi mandatu do odchodzenia od reguł demokratycznych i łamania prawa. Nie pozwala na to konstytucja, która została zatwierdzona przez Polaków w referendum. Nie możemy pozwolić by zapisy konstytucji były łamane.

Zdaję sobie sprawę, że w ostatnich dniach, Polska nie stała się jeszcze krajem totalitarnym. Nadal jesteśmy wolnym narodem i właśnie dlatego powinniśmy dołożyć wszelkich starań by tak pozostało. W demokracjach zachodnich naturalne jest, że gdy rządzący podejmują niepokojące działania ludzie organizują się i przeciwdziałają. W opinii wielu ekspertów i zdaniem tysięcy osób, które dołączają do Komitetu Obrony Demokracji, podejmowane na przełomie listopada i grudnia działania mogą być pierwszym krokiem do przekreślenia tej wielkiej nadziei na przyszłość jaką jest demokratyczne państwo prawa.

Swoje zaniepokojenie manifestują między innymi pracownicy naukowi Uniwestytetu Śląskiego, Uniwesytetu Jagielońskiego , Polska Akademia Nauk itd.

STANOWISKO PRACOWNIKÓW NAUKOWYCH Katowice, dnia 27 listopada 2015 r.

WYDZIAŁU PRAWA I ADMINISTRACJI

UNIWERSYTETU ŚLĄSKIEGO W KATOWICACH

w związku z łamaniem zasad demokratycznego państwa prawnego

My, niżej podpisani, wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec aktów bezprecedensowego łamania podstawowych zasad Konstytucji RP przez większość parlamentarną oraz Prezydenta Rzeczypospolitej, w szczególności wobec nieuprawnionego wpływania na skład i niezależność Trybunału Konstytucyjnego, powołanego do ochrony wolności i praw obywatelskich przed nieusprawiedliwioną ingerencją ze strony władzy.

Niezależnie od zachodzących między nami naturalnych różnic poglądów politycznych, światopoglądowych i prawnych, jednomyślnie oświadczamy, powołując się na nasze wykształcenie prawnicze, że w naszej wspólnej ocenie wypowiedzi i działania przedstawicieli władzy wykonawczej i ustawodawczej, jakich byliśmy świadkami w ostatnim czasie, są nie do pogodzenia z obowiązującym porządkiem prawnym, z elementarnymi zasadami demokratycznego państwa prawnego, podziału władzy, niezawisłości sądownictwa oraz ustrojowych zasad ochrony konstytucyjnych wolności i praw obywatelskich.

Mając na względzie nadrzędną rangę Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zwracamy się z apelem do Prezydenta RP, posłów oraz ministrów, zwłaszcza z wykształceniem prawniczym, o zaniechanie dalszego podważania podstawowych zasad demokratycznego porządku prawnego, czego przykładem są słowa Prezydenta RP o „uwalnianiu wymiaru sprawiedliwości” od jego konstytucyjnych obowiązków w niezakończonych jeszcze postępowaniach karnych, łamanie standardów legislacyjnych, a nade wszystko uchwały o stwierdzeniu bezskuteczności wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego, podjęte bez podstaw prawnych. Akty te wskazują na gotowość świadomego i ostentacyjnego naruszania fundamentalnych zasad porządku prawnego w imię partykularnego i krótkowzrocznego interesu politycznego większości parlamentarnej. Budzi to nasz głęboki niepokój oraz determinuje do działania w obronie konstytucyjnych standardów demokratycznego państwa prawnego, stojących ponad czyjąkolwiek doraźną wolą polityczną.

W pełni popieramy uchwałę Komitetu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk z dnia 26 listopada 2015 r.

DList podpisało 139 osób związanych Uniwersytetem Śląskim